22środa,maja

8. Przerażająca rzeczywistość, którą sami stworzyliśmy




Remus Lupin. Wilkołak. Były nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. Huncwot. Lunatyk. Ukochany przyjaciel. Wiele określeń pasuje do tej konkretnej osoby, ale dzisiaj mógłby mówić o sobie "przynoszący hiobową wieść". Z wahaniem wymalowanym na zmęczonej twarzy staje przed drzwiami Grimmauld Place 12. Przez chwilę po prostu wpatruje się w nieokreślony punkt, po czym wreszcie wchodzi do środka z ciężko bijącym sercem. 

Korytarz jest pusty. Raczej wątpi, by ktokolwiek był w domu poza Syriuszem i Stworkiem,  członkowie Zakonu Feniksa pewnie jeszcze nie wrócili z Ministerstwa Magii, wciąż dyskutując o krzywdzącym wyroku. Liczba walczących po stronie Dumbledore'a stale uszczupla się z oczywistego względu — trudno uwierzyć w powrót Sam-Wiesz-Kogo, skoro nic się nie dzieje. Życie w czarodziejskim świecie toczy się zwyczajnym trybem, jeśli nie liczyć dwóch niepokojących incydentów: otwarcia Komnaty Tajemnic trzy lata temu i aktualnej rozprawie Harry'ego Pottera. A właściwie skazanie niewinnego chłopaka na dziesięć lat w Azkabanie, co brzmi jak wyrok śmierci dla tak wrażliwego człowieka. Remus chciał iść do sędziów i opowiedzieć, że to najspokojniejszy chłopiec na świecie z sercem na właściwym miejscu, ale potem stwierdził, że świadectwo bliskiej znajomości z wilkołakiem tylko może zaszkodzić, więc odpuścił. I teraz nie może sobie tego wybaczyć. 

  —  Syriuszu? —  Ciche pytanie odbija się echem w pustym domu. 

Na odpowiedź nie trzeba czekać długo. Najpierw jest trzask upadającego krzesła, a potem w korytarzu pojawia się Łapa, potykający się o własne stopy i ledwo zachowujący równowagę. Przystaje na widok ponurej miny Lupina. 

  —  Czyli...? 

—  Niestety.

—  To niemożliwe.

—  Linia obrony obrała złą strategię. Ostatecznie...

—  Nie. To niemożliwe. 

—  Musisz się z tym pogodzić. 

—  Haha... Niby jak, do cholery?!

—  Po prostu... Mnie też nie jest łatwo!

—  Tak? Jakoś nie wygląda!

  —  Syriuszu... 

Po tej rozpaczliwej prośbie zapada cisza. Black po prostu stoi. Lupin wpatruje się w niego błagalnie. Zegar cicho tyka.

—  Gdzie Dumbledore? —  Głos Syriusza to ciche warknięcie rozjuszonego drapieżnika. 

—  Jeszcze w Ministerstwie. Syriuszu, musisz się uspokoić... —  Słowa Remusa zostają przerwane pojawieniem się członków Zakonu Feniksa z Dumbledore'em na czele, którzy wchodzą do domu, głośno dyskutując. 

Wszystko dzieje się błyskawicznie. Syriusz zaczyna rzucać oskarżeniami, a niejasne odpowiedzi dyrektora Hogwartu tak podburzają Blacka, że rzuca się na starszego czarodzieja. Błyski zaklęć i Syriusz kończy na przeciwległej ścianie przyszpilany przez niewidzialną siłę. Kingsley wskazuje na niego różdżką z drżącymi z emocji nozdrzami. 

  —  Jak mogłeś?! —  Syriusz powtarza te słowa coraz słabszym głosem, aż ten nie staje się szeptem niknącym wśród szlochów pani Weasley i przekrzykiwań czarodziejów. 

Remus jest w stanie jedynie przyglądać się pogrążonemu w rozpaczy Łapie, choć jego serce ściska niewyobrażalny żal. Dlaczego los to taki parszywy sukinsyn?

***

Severus Snape opiera się ciężko o ścianę w gabinecie dyrektora, czekając aż ten wróci z Kwatery Głównej Zakonu Feniksa. Zegara wybijają miarowy rytm, a Mistrz Eliksirów pogrąża się w ponurych myślach.

W końcu płomienie kominka płoną zielenią i w gabinecie pojawia się jego właściciel. Dumbledore otrzepuje srebrzyste szaty, chociaż pewnie tylko z nawyku, bo nie widać na nich żadnego popioły czy innego brudu.

  —  Severusie.

Dumbledore najpierw podchodzi do pustej grzędy Faweksa i kontynuuje, stojąc odwrócony plecami do Snape'a.

—  Co cię sprowadza?

—  A jak myślisz? —  rzuca gorzko Severus. Jego twarz nie zdradza emocji, jedynie oczy lśnią dziwnym blaskiem. —  Przyrzekłem jej, że będę go chronił. —  Głos jest zimny i oschły, ale jednocześnie pełen nigdy niewypowiedzianych na głos emocji. —  Zaufałem tobie, Albusie. 

—  Doskonale zdaję sobie sprawę z twojego oddania, co więcej, bardzo je sobie cenię. —   Dumbledore mówi to wszystko nie patrząc na Snape'a, rękę kładzie na drewnianej grzędzie i delikatnie gładzi ją opuszkami palców. — Tego, co wydarzyło się dzisiaj na sali sądowej... nie dało się przewidzieć, Severusie. Dobrze wiesz, że plan był inny.

  —  Plan! —  sarka z drwiną Snape.  —  To było do przewidzenia, że Czarny Pan się zaangażuje, spróbuje namieszać! Jak mogłeś na to pozwolić?

  —  Wiesz, Severusie... —  Dumbledore wreszcie się odwraca z miną pokonanego człowieka —  może tak będzie lepiej.

***

—  Ron! —  woła Hermiona, biegnąc za wysokim rudzielcem, który ze złością wspina się po schodach. —  Zaczekaj! To nie tak...! —  Chwyta go za nadgarstek, ale Ron się wyrywa, mrożąc dziewczynę wzrokiem, gdy ta patrzy na niego urażona. 

—  Ty uparty ośle! Choć raz wysłuchaj, co mam do powiedzenia! —  Z desperacji Hermiona podnosi głos. 

—  Tak? —  warczy Ron, marszcząc gniewnie brwi. —  Znowu powiesz mi, że to moja wina, że Harry trafił do Azkabanu? Tego mam słuchać? Twoich bzdurnych oskarżeń?!

  —  Nie są bzdurne! —  automatycznie broni swojego stanowiska. Potem dodaje łagodniejszym tonem: 

 —  Po prostu mnie wysłuchaj... dobrze? —  Ostatnie słowo to już niepewny szept. Ron tylko na nią patrzy, więc zachęcona Hermiona kontynuuje.

  —   Wszyscy widzieliśmy, że z Harrym było coś nie tak... ale uważam, że nie powinieneś mówić, że najprawdopodobniej to Harry zabił Ginny.

  —  Nie waż się wypowiadać jej imienia! —  warczy Ron, czerwieniąc się na twarzy ze złości. —  Nie zasłużyła na taki los!

—  A czy ja coś o tym wspomniałam?! Przecież też straciłam kogoś ważnego, ona była dla mnie kimś ważnym! —  W oczach Hermiony lśnią łzy.

—  Ale nie tak ważnym jak dla mnie! A Harry... Jako jedyny miał szansę temu zapobiec, miał szansę uratować moją siostrzyczkę —  mówi z bólem. —  Ale tego nie zrobił! I to przez niego ona... — Głos mu się załamuje, nie jest w stanie powiedzieć na głos, że jego siostra nie żyje. 

  —  Ale to nie powód...! Ugh! —  krzyczy z frustracji. —  Naprawdę musiałeś to wywlekać przed Wizengamotem?

 —  Wszystkie fakty mogły być istotne!

  —  Naprawdę cię nie rusza, że twój najlepszy przyjaciel wylądował w Azkabanie? W AZKABANIE, RON! Zdajesz sobie sprawę jak tam jest? — Policzki Hermiony są zarumienione od emocji targających dziewczynę.

 —  Może na to zasłużył! —  Krzyk Rona jest donośny i budzi panią Black, która zaczyna wydzierać się zza ram portretu. 

  —  Ty... naprawdę tak uważasz? —  Hermiona zadaje swoje pytanie cicho, jakby nie chciała, by zostało dosłyszane, bo przerażała ją możliwa odpowiedź. 

— A ty nie? Sama powiedziałaś, tam, na sali sądowej, sam słyszałem, że Harry miał motyw. Więc nie zgrywaj niewiniątka! I nie zwalaj całej winy na mnie!

Hermiona cofa się stopień niżej, jakby została spoliczkowana. Wpatruje się przez chwilę w Rona zranionym wzrokiem, po czym obraca i odchodzi byle jak najdalej od niego.

 —  Tsk, tsk, tsk, braciszku —  mówią bliźniacy, aportując się znikąd.

  —  Odczepcie się —  warczy Ron i wbiega na górę, głośno tupiąc. Po chwili słychać głośny trzask drzwi od pokoju najmłodszego z Weasleyów, a bliźniacy wymieniają między sobą zmartwione spojrzenia. 

***

Budynek Azkabanu to martwa bryła kamieni na pustej wyspie bez życia. Strzeliste wieże niknące w gęstych chmurach, okna przysłonięte ciężkimi kratami, wyjałowiona ziemia i to bezgraniczne uczucie rozpaczy, które czuje się aż w kościach.

Takie jest wrażenie Harry'ego o najlepiej strzeżonym więzieniu czarodziejów, gdy po raz pierwszy spogląda na ponury budynek. Zakuty w magiczne kajdanki zostaje wyprowadzony z łodzi, którą tu przypłyną i powoli idzie wąską ścieżką pośród gołych skał w stronę swojego przeznaczenia.

Powietrze tu jest wilgotne, a przerażający oddech dementorów przywodzi na myśl zgniliznę. Zakapturzone demony czają się w mroku, gdy Harry zostaje prowadzony przy eskorcie strażników. Może to tylko wyobraźnia przerażonego chłopca, ale Harry mógłby przysiąc, że oni wszyscy patrzą na niego łakomym wzrokiem, który wzbudza w nim obrzydzenie i strach tak potworny, że nie potrafiłby opisać go słowami.

Od czego masz wyobraźnię?

Harry ma ochotę głucho jęknąć w swojej głowie.

Myślałem, że się odczepiłeś i że przynajmniej tutaj będę miał spokój. Naprawdę ma dość Voldemorta w swojej głowie. Ale tak naprawdę, naprawdę, naprawdę dość.

Miałbym to przegapić? 

 Harry przewraca oczami i skupia się na otoczeniu, próbując zignorować śmiech Riddle'a.

Przed bramą na chwilę przystają, strażnicy, którzy przyprowadzili Harry'ego o czymś dyskutują z tymi strzegącymi wejścia, więc Harry korzysta z okazji i spogląda w niebo. Ile by dał, by choć jeden, ostatni raz móc ujrzeć piękne gwiazdy. Granatowy nieboskłon usiany milionem iskier tętniących życiem i nadzieją. Zamiast tego jedyne, co widzi to szare, gęste chmury.

Mogę pokazać ci gwiazdy. Tylko zaśnij, a pokażę ci, co tylko zechcesz.

Jeszcze tu jesteś?

Mój mały czarodzieju   — mówi z rozbawieniem — ja tu będę już zawsze.

Strażnicy wreszcie kończą dyskusję wybuchem gromkiego śmiechu i Harry pierwszy raz przekracza wrota Azkabanu.

3 komentarze:

  1. Hej! Dzisiaj, dzięki Katalogowi Euforia, natknęłam się na tego bloga. Przyznam szczerze i bez bicia, że jeszcze nie zabrałam się za czytanie - póki co ogarnęłam opis i jestem zaintrygowana. Mam masę tekstów do przeczytania (ostatnio pościągałam na dysk, wyszło ponad 1k!) i mam zamiar przebrnąć przez nie alfabetycznie - tak więc chwilkę mi zajmie dojście do "Nieba Gwiaździstego".
    Na ten moment mogę życzyć dużo weny - jak siądę do lektury, napiszę coś więcej.
    Pozdrawiam, Glenka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hejka~! Ja tu nie biję, jedynie przytulam i rozdaję ciasteczka w kształcie gwiazdek <3
      Cieszę się, że "Niebo Gwiaździste" Cię zaintrygowało i bardzo liczę, że jak już znajdziesz czas i przeczytasz, to równie mocno Ci się spodoba.
      Ale 1k...? Że tysiąc fanfików?! Jak?! (chyba że chodzi ci o strony czy pojemność, ja się nie znam).
      ślicznie dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Hejeczka,
    wspaniale, i trafił do Azkabanu, ale dlaczego jednak Voldemort się nie ujawnia... czemu w ogóle to Wesleyowie przebywaja na Grimuland Place...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń